Jesteś z Neapolu, więc weźmiesz łapówkę

17.07.2018

Fabio Pisacane jest moim bohaterem. Ten wytatuowany, ledwie przeciętny obrońca Cagliari, o twarzy rzezimieszka z południowych Włoch, bohatersko pokonał wszystkie przeciwności losu. Jego fascynujący życiorys to gotowy scenariusz na hollywodzką naszą produkcję.

Wydawało mi się, że scena z serialu „Gomorra”, w której dochodzi do egzekucji podczas meczu rozgrywanego przez dzieci, to odrealniona wizja reżysera. W ubiegłym tygodniu przeczytałem jednak wspomnienia neapolitańczyka z krwi i kości, którego życie doświadczyło tak bardzo, że aż trudno dać wiarę. Fabio Pisacane przyszedł na świat w największym tyglu kulturowym Włoch. Wychował się w dzielnicy Quartieri Spagnoli, która nie poraża grozą Scampii, ale wieczorem lepiej tam nie zaglądać. Jeśli już koniecznie chcecie zrobić sobie zdjęcie pod muralem Diego Armando Maradony, to wybierzcie się tam za dnia. Choć i tak nie gwarantuję, że dźwięk przejeżdżającego skutera nie będzie dla was zwiastunem problemów. I nie stracicie zegarka, jak ojciec Piotra Dumanowskiego (pozdrawiam!).

W latach dziewięćdziesiątych, kiedy Pisacane dorastał i godzinami kopał piłkę, doszło do radykalnej zmiany nawyków Kamorry. Jej bossowie zaczęli zlecać egzekucje, bez wymagań, by odbywały się pod osłoną nocy. Ludzie mieli zobaczyć (dosłownie), kto tu rządzi. Nastały nowe reguły. Tak zwane prawo terroru.

Fabio grywał ze swoimi przyjaciółmi na różnych boiskach. W Largo Baracche czy na Via Montecalvario. Kiedy dokuczał mu letni skwar, uciekał do Galerii Umberto, gdzie cyrkulujące powietrze było chłodne i pozwalało odpocząć od upału. Tam nie mordowano ludzi, ale w mniej ekskluzywnych miejscach działo się to notorycznie. Pierwszą egzekucję zobaczył mimowolnie, kiedy miał osiem lat. Mężczyzna przyglądający się ich potyczkom otrzymał kilka kul w plecy i umarł na miejscu. – Natychmiast uciekliśmy do domów. Słyszeliśmy krzyki przerażonych ludzi i wycie kogutów policyjnych. Byliśmy wstrząśnięci, ale po dwóch godzinach, kiedy posprzątano miejsce zbrodni, wróciliśmy do zabawy.

Wkrótce stało się to rutyną. Mecz, bliższa bądź dalsza egzekucja, przerwanie gry, ucieczka i powrót. Po pewnym czasie już nawet nie reagowali na strzały.

Dzieci w południowej części Włoch dorastają szybciej niż te na północy. Jeśli rodzisz się w owianych złą sławą dzielnicach, dojrzewasz na skróty. Jeżeli masz dziesięć lat w Neapolu, to tak jakbyś miał szesnaście w Mediolanie. Pisacane socjalizował się wśród setek zagrożeń, które czyhały na chłopców w jego wieku na każdym kroku. Nie podzielił jednak tragicznych losów kilku przyjaciół, bo miał bezwzględnego ojca. Kiedy nie wracał o umówionej godzinie, stary Pisacane ruszał na poszukiwania. Kiedy kupił sobie pierwszy telefon, rodzice notorycznie sprawdzali, gdzie jest. Nie zmieniło się to nawet, kiedy poznał swoją przyszłą żonę. – Dlaczego ten telefon ciągle dzwoni? Naprawdę potrzebujesz zgody ojca, by zostać ze mną dłużej? – Tak. On już taki jest, nie zmienisz go.

Kumple Fabio kończyli zazwyczaj źle. Wielu zmarło z różnych powodów. Narkotyki, porachunki gangsterskie, alkoholizm. Kilku siedzi w więzieniu. Wszyscy przyszli na świat w Neapolu bądź okolicznych miejscowościach. Byli jak rośliny, których nie podlewano. Nie uniknęli złego towarzystwa.

Pisacane miał łatwiej, bo rodzice trzymali go na krótkiej smyczy, z dala od problemów. Kiedy jako czternastolatek otrzymał propozycję z Genui, nie wahał się ani chwili. Został zauważony, bo dobrze kopał piłkę. Koledzy nazywali go nawet „Maradona dei Quartieri”. Przesadzali. Być może był kozakiem na podwórku, ale w zderzeniu z krajową konkurencją nie wypadał olśniewająco. Cóż, historie królów prowincji są zawsze takie same.

W Genui nie czuł się najlepiej. Otwierał oczy zmęczony, trenował zmęczony, kładł się spać zmęczony. Problem pogłębiał się tak bardzo, że podczas ostatniej rozmowy z ojcem ledwie słyszał jego głos. Następnego dnia zbudził się bardzo wcześnie. Chciał wstać z łóżka, ale nie mógł. Próbował ruszyć prawą ręką, ale ta go nie słuchała. To samo z lewą. Fabio chce, ciało nie odpowiada. Mimmo Criscito, Francesco Volpe i Salvatore Aurelio, którzy razem z nim spali na piętrowych łóżkach, szybko zrozumieli, że coś jest nie tak. Pobiegli do księdza (mieszkali w bursie zarządzanej przez kler), a ten zobaczywszy Fabio powiedział: wstawaj, przestań robić typowy, neapolitański dramat.

Już wtedy Pisacane wiedział, że nigdy nie zapomni tych słów.

Koledzy z pokoju pomogli mu się ubrać i zabrali go na śniadanie. Zadzwonili też na jego prośbę do ojca, a ten w ciągu dwudziestu czterech godzin miał pojawić się w Genui. W międzyczasie uzgodnił z klubem, że kierowca zawiezie go do znajomego lekarza, u którego załatwił wizytę. Pojawił się jednak problem. Gennaro Ruotolo, legendarny piłkarz pierwszej drużyny miał wypadek. Wszyscy byli zajęci jego sprawą. Na juniora Pisacane, nikt nie zwracał uwagi. Kiedy ojciec się o tym dowiedział, wpadł w furię. Powiedział, że jeśli natychmiast nie zawiozą jego syna do lekarza, to przyjedzie i wszystkich pozabija. – OK, jedziemy panie Pisacane – usłyszał w słuchawce.

Mauro Casaleggio, miejscowy lekarz obejrzał chorego juniora i powiedział: A teraz uciekaj, chłopcze.

– Ale jak mam biegać? Nie mogę się ruszyć. Czuję się gorzej z minuty na minutę.
– Jedziesz do szpitala Savona, oddział neurologii, pamiętaj!

Tam przyjęto go i dokonano szczegółówych badań. Po czterdziestu ośmiu godzinach usłyszał wyrok. Zespół Guillaina-Barrégo.

Zespół Guillaina-Barrégo to ostre, wielokorzeniowe zapalenie demielinizacyjne ze współistniejącą aksonalną neuropatią ruchową. Krótko mówiąc, twoje ciało ogarnia paraliż, który może doprowadzić do śmierci. Objawy są bardzo podobne do stwardnienia zanikowego bocznego, na które umarł Stefano Borgonovo. Lekarza nazywają tę chorobę rosnącą śmiercią. Wszystkie twoje nerwy padają pod atakiem paraliżu. Ciało kapituluje od palców stóp po oczy. Jeśli jesteś młody i silny, organizm się broni. U Pisacane zespół Guillaina-Barrégo zatrzymał się na mięśniach oddechowych.

*Stefano Borgonovo zmarł 27 czerwca 2013 

Fabio wylądował na intensywnej terapii. Tuż przed śpiączką błagał lekarzy, by go zaintubowali, bo nie może oddychać. Ojciec patrzył na to wszystko przerażony, łzy spływały mu po policzkach. Zdążył jeszcze wypowiedzieć słowa: synu, tam gdzie odchodzisz, ja nie mogę pójść z tobą. Jeszcze nie teraz.

Fabio zamknął oczy, ale wrócił.

Stary Pisacane podjął kluczową decyzję. Nie podpisał zgody na medyczne „zbombardowanie” systemu nerwowego swojego syna. Rozpoczął walkę o jego życie, dotarł do najlepszych specjalistów i usłyszał, że taka metoda nie gwarantuje niczego. Lepiej powalczyć kortyzonem. Gdyby nie ta odwaga, Fabio prawdopodobnie byłby martwy.

18 grudnia, po dokładnie stu dniach, opuścił szpital o własnych siłach. Lekarze powiedzieli, że to cud.

Pierwszy z gratulacjami zadzwonił trener Claudio Onofri.

– Leżałem przez trzy miesiące w łóżku i mam dosyć. Kocham calcio, nie zabijajcie mnie po raz drugi. Chcę wrócić na boisko.

– Jeśli lekarze wydadzą zgodę, to nie mam nic przeciwko. Dołączasz do drużyny na zgrupowaniu w Dusseldorfie.

Nie mieli nic przeciwko. Stał się drugi cud. Pisacane wrócił na boisko.

Po latach, 14 kwietnia 2011 roku, jako piłkarz Lumezzane szykował się do meczu z Rawenną. Na jego smartfonie wyświetlił się nieznany numer. Odebrał połączenie.

– Cześć, tutaj Giorgio Buffone, dyrektor sportowy Rawenny.

– Ciao, w czym mogę pomóc?

– Posłuchaj Fabio, mam na biurku kalendarz na ten sezon. Wy już zapewniliście sobie utrzymanie, musisz mi pomóc, potrzebujemy punktów.

– Ale o co chodzi? Nie rozumiem?

– Wysyłam emisariusza do Parmy. To w połowie drogi między Rawenną i Lumezzane.

– Słucham?

– Dostaniesz za to pięćdziesiąt tysięcy euro.

– Nie robię takich rzeczy, żegnam.

– Co ty pieprzysz, tylko piłka dziecięca jest uczciwa. To dwa razy więcej niż zarabiasz w swoim klubie. Weź te pieniądze i jedź na wakacje.

Pisacane rozłączył się i pojechał do siedziby klubu. Odpowiedział wszystko prezydentowi i trenerowi Davide Nicoli. Wpadli we wściekłość. Kilka miesięcy później okazało się, że Buffone był częścią systemu korupcyjnego we włoskiej piłce. Zadzwonił do Fabio, bo znał jego neapolitańskie pochodzenie i myślał, że dzięki temu, będzie mu łatwiej go nakłonić do oszustwa.

Fabio Pisacane za swoją uczciwość otrzymał nagrodę „Piłkarza Roku The Guardian”, a FIFA uznała go za swojego ambasadora. Podczas uroczystej gali odebrał wyróżnienie z rąk Seppa Blattera (o ironio!), który trzy lata później w wyniku skandalu korupcyjnego został zawieszony na 8 lat.

W Serie A „Maradona di Quartieri” zadebiutował po trzydziestce, w meczu z Atalantą Bergamo. Był to jego dwieście siedemdziesiąty ósmy występ w karierze. Boisko opuszczał ze łzami w oczach.

Mateusz Święcicki
komentator Eleven Sports

* Podczas pisania tekstu korzystałem z wywiadów z Fabio Pisacane, książki Alessandro Alciato „Demoni” i wspomnień jego trenerów