Ile kilometrów musiałem przebiec, ile meczów rozegrać, byś była moja?

09.03.2018

Ten artykuł powstał po to, by przybliżyć postać Gennaro Gattuso. Wariata z brzytwą. Człowieka dobrej roboty. Unikalną, magnetyzującą osobowość. Przed wami wszystkie rzeczy, które chcielibyście wiedzieć o Rino, ale balibyście się zapytać. Uwierzcie, poczulibyście strach, gdybyście go poznali. To człowiek, przed którym stanęlibyście na baczność. Jeśli ja, Mateusz Święcicki, szedłbym na wojnę, chciałbym, żeby moim generałem był Gennaro Gattuso. To uczucie towarzyszy mi od kwietnia 2015 roku, kiedy miałem zaszczyt poznać go pewnego słonecznego popołudnia w Gallarate.

Część druga. 

Pomyślcie chwilę. Kim może być Gattosauro?

Nie jest to mięsożerny dinozaur z rogami na głowie, żyjący w ostatnim okresie ezy mezozoicznej, choć trop bawi, kiedy rozmawiamy o Rino. Wyobraźcie sobie, że piłkarze pojawili się na świecie 237 milionów lat temu i stanowią grupą kręgowców lądowych. Jak wyglądałby Gennaro Gattuso? Były mięso czy roślinożerny? Terroryzowałby otoczenie? Wszyscy na jego widok uciekaliby w popłochu?

Denver Rino, ostatni Dinozaur! Narodził się w Triasie i przetrwał do współczesności. Oto on! Przywitajcie go brawami!

Gattosauro to jadowite określenie wymyślone przez włoskich dziennikarzy w 1999 roku. Gennaro nie zachwycał, cierpliwie czekał na swoją szansę, a kiedy pojawiał się na boisku przypominał drwala wyciągniętego z puszczy. Grał w przestarzałym stylu. – Skąd go wytrzasnęliście? Ze statku, który wiózł włoskich piłkarzy na mundial w 1934 roku? – Jak można było kupić piłkarza, który ma marmurowe płyty zamiast stóp? – Rino, ostatni Dinozaur! – Wracaj do Kalabrii, wieśniaku!

Było ciężko. Gattuso przeżył szok kulturowy. Pamiętacie Mauro Tassottiego? Mówili na niego Djalma Santos, bo podobnie jak legendarny Brazylijczyk nie miał problemów z kontrolą nad piłką. Spędził w Milanie siedemnaście lat, widział wszystko i wygrał wszystko. W 1997 roku zakończył karierę, ale pozostał w ukochanym klubie. To on zlitował się nad Gattuso. – Idziemy na boisko, trzeba potrenować technikę. Na to nigdy nie jest za późno.

W Mediolanie Rino ostatecznie przekonał się, że jego ojciec kłamał. „Masz stopy jak Diego Armando Maradona. Jesteś pobłogosławiony!”.

Gówno prawda, nie jesteś.

Zajęcia z takimi piłkarzami jak Boban, Leonardo, Szewczenko, później Pirlo, Seedord, Kaka czy Ronaldo Luiz Nazario de Lima uświadomiły go jak odmienną dyscyplinę sportu uprawia. Nie byłby jednak sobą, gdyby odpuścił. – Szybko doszedłem do wniosku, że drużyna to połączenie magicznych stóp i wielkich płuc, które nie mogą istnieć bez siebie. Na moje szczęście na palcach jednej ręki można było wyliczyć wybitne jednostki, które łączyły obie cechy. Zacząłem rzeźbić swoją postać, oddałem się do dyspozycji drużyny, grałem dla innych. Wściekle kradłem piłkę, przerywałem akcje rywali, kopałem ich po nogach. Robiłem to, co dla innych było uwłaczającą pracą.

To w Milanie narodził się jego pseudonim „Ringhio”, wymyślony przez dziennikarza Charlesa Pellegattiego, oznaczający dosłownie „warczenie”. Gattuso warczał na wszystkich. Począwszy od własnego trenera i kolegów z drużyny, skończywszy na sędziach i rywalach. Dzięki olbrzymiemu poświęceniu poprawił aspekty czysto techniczne i – co nie będzie nadużyciem – stworzył archetyp piłkarza. Każdy z nas choć raz w życiu powiedział, że jakiś gracz przypomina mu Gennaro Gattuso. Wieśniak z Kalabrii, obdarzony przez Stwórcę stopami z marmuru stał się punktem odniesienia. Co za figiel historii!

Warczący pies przynosi pecha. Tak pomyślał o sobie samokrytyczny Rino, kiedy w ciągu trzech lat nie wywalczył z Milanem żadnego trofeum. „Zero tituli” wypowiedziane z karykaturalnym, portugalskim akcentem Jose Mourinho. To był czas, kiedy myślał nad zmianą klubu. Miał kryzys, chciał zmienić powietrze. W Mediolanie trzymały go jednak słowa Alberto Zaccheroniego: czekaj cierpliwie na swój czas chłopcze, a będziesz szczęśliwy! Wielki Zac miał rację.

Latem 2002 roku Włosi wrócili z mundialu w Korei Południowej i Japonii w poczuciu olbrzymiej krzywdy, którą im wyrządzono. Krew pulsowała w ich żyłach, głowy mieli gorące, usta przepełnione najohydniejszymi słowami, jakie może wymyślić człowiek. Media były dla nich bezlitosne. Oczywiście dostrzegały skandaliczne błędy sędziego w 1/8 finału, ale zmiażdżyły defensywny, archaiczny i nie pasujący do XXI wieku styl gry. Domagały się zmiany selekcjonera i postawianie na energicznych, ofensywnych trenerów w klubach. W Milanie sięgnięto po takiego. Stery przejął Carlo Ancelotti.

Gattuso zaczął rozkwitać. Zakochał się w nowym trenerze z wzajemnością. Brał udział we wszystkich, najważniejszych etapach sezonu, łącznie z szalonym ćwierćfinałem Ligi Mistrzów z Ajaxem i pamiętnym półfinałem z Interem. Przed decydującym starciem z Juventusem w Manchesterze, żona Rino, Monica, przeżywała katusze. – Wstąpił we mnie diabeł. Spałem na kanapie, budziłem się w środku nocy, nie mogłem przestać myśleć o tym cholernym meczu. Byłem tak nakręcony, jak nigdy w życiu.

– Gennaro, postaraj się o tym zapomnieć. Przynajmniej w domu.
– Nie mogę, to silniejsze ode mnie.
– Gennaro znam sposób, żeby cię zrelaksować.
– Nie, przed finałem nie mogę. Wróćmy do tematu po Juve, ok?

Gattuso został niewolnikiem własnej paranoi. Miał regularne koszmary, w których Juventus strzela decydującego gola. Pocił się, rzucał jak ranne zwierze, jęczał po nocach. Męczył siebie i innych. Adriano Galliani też zachowywał się obsesyjnie. Przekazywał myśli i słowa Silvio Berlusconiego. Nazywał triumf konsekracją, mówił, że piłkarze muszą je zdobyć, że scudetto to marginalny, prowincjonalny puchar do podniesienia. – Czymże jest wywalczenie mistrzostwa Italii przy Champions League?

Z finału Rino pamięta szczególnie dwie sytuacje. To, że Carlo Ancelotti wyznaczył go jako ósmego do wykonania rzutu karnego i to, co zrobił kiedy Andij Szewczewnko podszedł do piłki. – Zamknąłem oczy, nie chciałem tego oglądać. Chciałem to usłyszeć. Kiedy piłka wpadła do siatki, pomyślałem sobie: jest kurwa, będę miał swoje zdjęcie w Milanello.

Wieśniak z Kalabrii ze stopami z marmuru na szczycie europejskiej piłki! Co za figiel!

W końcówce sezonu Gattuso wywalczył jeszcze Puchar Italii, a w kolejnym sezonie dołożył scudetto. Po latach stworzył dekalog Milanisty:

1. Nigdy nie rozmawiaj o obrazach z Ariedo Braidą, bo wyjdziesz na kretyna.
2. Nigdy nie dyskutuj na temat danych z MilanLab.
3. Nie kupuj Adriano Gallianiemu krawata w innym kolorze niż żółty.
4. Nigdy nie mów Silvio Berlusconiemu, że nie słuchasz jego rad.
5. Nigdy nie wymawiaj nazwy klubu, który też gra na San Siro i jest twoim rywalem. Mów: oni!
6. Nigdy nie proś o koszulkę z numerem 6, bo popełnisz świętokradztwo i wyjdziesz na debila (numer zastrzeżony dla Franco Baresiego)
7. Wybacz Ronaldo, Seedorfowi, Pirlo, Simiciowi czy Favallemu, że kiedyś grali „u nich”. Każdy popełnia błędy w młodości.
8. Dudek? A kto to jest? Liverpool? Miasto Beatlesów. Stambuł? Nie znam.
9. Nigdy nie mów nic złego na temat tortellini, bo Ancelotti odeśle cię na trybuny na trzy miesiące.
10. Jeśli ktoś przypomni ci czasy Milanu w Serie B pokaż mu tę fotografię Berlusconiego:

Stambuł 2005. Rino cierpi, kiedy o tym mówi, a mówi bardzo niewiele. Uważa, że słowa Djimiego Traore o świętowaniu rossonerich w przerwie są piramidalną bzdurą. – Drużyna pełna tak doświadczonych graczy, jakich my mieliśmy w 2005 roku nigdy by się tak nie zachowała. To kłamstwo!

Po meczu z Liverpoolem przeżywał najtrudniejszy okres w swoim życiu. Wstydził się spojrzeć ludziom w twarz, poważnie myślał o zmianie klubu. Chodził przygnębiony, nie miał na nic ochoty. Boleśnie przekonał się jak bezlitosna może być gra, którą obsesyjnie pokochał. Twierdził, że gdyby nie żona i przyjaciele, odszedłby z Milanu i nie wyleczył tej rany w 2007 roku.

W zeszłym tygodniu przeczytałem znakomity wywiad z Massimo Oddo, który powiedział, że Mistrzostwo Świata dla Włochów w 2006 roku było największą tragedią, jaka mogło spotkać ten kraj. Wskutek niedopatrzeń, nieuzasadnionej manii wielkości, deficytu talentów i braku reform, Squdra Azzurra nie awansowała dwanaście lat później na mundial do Rosji. Źródłem wszelkiego zła zdaniem Oddo, któremu Gattuso wbił kiedyś widelec w udo, było to epokowe zwycięstwo.

– Kurwa, kurwa, kurwa. Niekończące się kurwa! Takie słowa płynęły z ust Rino, kiedy odniósł kontuzję przed mundialem. Cały rok zdrów jak ryba, a w najważniejszym momencie trafiony. Cholerny mięsień czworogłowy uda.

– Gennaro, minimum piętnaście dni. Chyba nie będziesz uczestniczył w mistrzostwach – powiedział mu lekarz. – Chyba cię pojebało, pojadę tam, choćby nawet jako trener. Muszę! Spróbuj tylko przekonywać Lippiego, żeby mnie zostawił, a cię zabiję.

Marcello był zbyt mądrym i doświadczonym trenerem, by zrezygnować z Gattuso. Obolałego pomocnika zabrał ze sobą, choć nie miał gwarancji, kiedy wróci do pełni sił. Proces rehabilitacji – jak wszystko u Rino – nie był normalny. Odzyskał pełną sprawność w rekordowym tempie i obiecał najbliższym, że po zakończeniu kariery pobiegnie w nowojorskim maratonie. – Spójrz Billy – mówił do swojego przyjaciela Costacurty. – W maratonie jest coś magicznego. Maratończyk się nie zatrzymuje, czasem zwalnia, ale ciągle biegnie. To tak jak ze mną, nigdy nie odpuszczam. Wiesz co, jak powiem sobie dość, to pojadę do Nowego Jorku i przebiegnę te cholerne 42 km. – Jesteś chory, Gennarino.

W Niemczech Włosi zostają zakwaterowani nieopodal Duisburga, w hotelu prowadzonym przez Kalabryjczyków. Gattuso czuje się znakomicie. Bełkocze w swoim dialekcie, rozprawia o Schiavonei, winie, jedzeniu i plaży. Pierwszy mecz z Ghaną ogląda z ławki, w drugim ze Stanami Zjednoczonymi wchodzi na boisku w 35. minucie po czerwonej kartce dla Daniele De Rossiego. Zmienia Francesco Tottego, a Lippi mówi mu do ucha: Błagam cię, nie daj się sprowokować, nie daj się wyrzucić przedwcześnie z boiska, bo poderżniesz mi gardło.

Z drogi do finału Gattuso pamięta głównie historyczny mecz z Niemcami w Dortmundzie. – Chciałem powiesić tego sukinsyna, szefa gazety Bild, która kpiła z moich rodaków, wyjeżdżających do pracy zagranicą. Moi rodzice, kiedy byli bardzo młodzi, musieli opuścić Kalabrię, aby szukać szczęścia na niemieckiej ziemi. Na boisku grałem przeciwko temu durniowi z Bilda, nie przeciwko 11 piłkarzom Klinsmanna.

Rino twierdzi, że Włosi wygrali mundial w Dortmundzie. Że to był ich prawdziwy finał. Wraca do często do tego meczu i przeżywa za każdym razem tak, jakby oglądał go po raz pierwszy. Stanowi dla niego punkt odniesienia z dwóch powodów. Po pierwsze, zagrał dojrzale i nie zobaczył żółtej kartki, która eliminowałaby go z finału. Po drugie, w dniu starcia z Niemcami ogłoszono kary dla uczestników Calciopoli. To był potężny wstrząs dla drużyny, sierpowy wymierzony w twarz w godzinie decydującego meczu. Niezrozumiały czas poinformowania całego świata o konsekwencjach i rzucenie kłód pod nogi ekipie Marcello Lippiego.

– Przed finałem nie zasnąłem nawet na minutę. Miotałem się, moje łóżko było mokre jak podczas najcięższej gorączki. Zszedłem nawet na dół i poprosiłem o nową pościel. Nic nie pomagało. Ani film, ani kojąca muzyka, ani cisza. Skoki adrenaliny były nieznośne.

Gattuso nie wie, co Materazzi powiedział Zidane’owi, choć z Marco łączą go szczególne relacje. – Na pewno nie „Bonjour Mounsieur!”. Poza tym mówienie po francusku wymaga pewnej ogłady, o którą MM nigdy bym nie posądził.

Zachowanie Zizou ocenia negatywnie. Nie rozumie jak można je usprawiedliwiać. Profesjonalista, kapitan odpowiedzialny za losy drużyny, zawsze, nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach musi stawiać jej dobro na pierwszym miejscu. Zidane pośrednio eliminuje Gattuso z serii rzutów karnych. Przepisy były takie, że Włosi musieli wystawić dziesięciu graczy, skoro Francuzi kończyli mecz bez swojej gwiazdy. Lippi zdecydował, że z listy zostaje skreślony Rino.

Dziesięciominutowa dziura w pamięci. Wieśniak z Kalabrii, człowiek o marmurowych stopach, warczący pies i pospolity terrone nie pamięta dziesięciu minut dzielących rzut karny Fabio Grosso i ceremonię wręczenia Pucharu Świata. Kiedy Złota Nike trafia w jego ręce, rozczula się i mówi: Ile kilometrów musiałem przebiec, ile meczów rozegrać, byś wreszcie była moja?

Gattuso nie nauczy się nigdy prawidłowego posługiwania językiem włoskim, ale nie przeszkadza mu to w mówieniu ciekawie. Na mundialu w 2006 roku nie gryzł się w język, choć część jego słów nadinterpretowano. Oto lista najważniejszych zdań wypowiedzianych podczas jego zawodowej kariery.

1. Myślałem, że Włosi są największymi hejterami na świecie, ale później spotkałem Francuzów.
2. Zjem tę cholerną kartkę, przestańcie mnie o nią pytać. (Na pytanie co zrobi, żeby uniknąć żółtej kartki w meczu z Niemcami, która eliminowałaby go z finału)
3. Nigdzie się stąd nie ruszam, chyba, że kopną mnie w dupę i każą wyjeżdżać (o zainteresowaniu Juventusu w 2004 roku)
4. Moim dopingiem jest ostra papryka, która zrobiła takie spusztoszenie w moim organiźmie, że rozsadziła mi dupę.
5. To cud, że strzeliłem gola w Serie A z nogami, którymi mnie Bóg obdarzył.
6. Nie jestem Bradem Pittem, a mimo to żona jest we mnie zakochana. Trudno zrozumieć kobiety.
7. Mam nadzieję, że moja córka Gabriela nie będzie miała charakterku po tatusiu. Jeśli tak będzie, to nigdy nie znajdzie chłopaka.
8. Ja i Ronaldinho? Uprawiamy dwie inne dyscypliny sportu.

Gattuso kocha jeść. Podczas kariery cierpiał, bo miał tendencje do gwałtownego przybierania na wadze, więc odmawiał sobie przyjemności. Zazdrościł Andrei Pirlo, który zawsze był szczupły. Pippo Izaghiemu, bo przez kilkadziesiąt lat swojego życia jadł ciągle to samo (makaron z sosem i wołowiną) i nie miał problemów z nadwagą. Paolo Maldiniemu, bo ten nigdy nie wykazywał słabości względem niebezpiecznych potraw dla piłkarza. Rino jest jak Buba, przyjaciel Forresta Gumpa. Uwielbia krewetki. Wkłada je wszędzie, nawet do jogurtu. Nie może bez nich żyć.

– Co byś zabrał na bezludną wyspę? – Krewetki.

Historia Gennaro Gattuso, czyli walka z przeciwnościami losu, budowanie zwycięstw na fundamencie porażek hartujących człowieka, to piękny przykład pracowitości, poświęcenia, lojalności i realizacji marzeń nawet wtedy, kiedy ma się stopy z marmuru. Ostatnim wielkim rewanżem w życiu Rino było pomszczenie Stambułu i zwycięstwo z Liverpoolem w 2007 roku. Rachunki zostały wyrównane. Rana się zabliźniła.

Na koniec warto przypomnieć prośbę Paolo Maldiniego, który powiedział Silvio Berlusconiemu po finale Ligi Mistrzów w Atenach, że Gattuso powinien być kapitanem Milanu. Że jest wierny unikalnym wartościom, reprezentuje odpowiedni poziom sportowy i moralny. Dla Rino to było otwarcie bram raju. Rzeczywistość przerosła jego marzenia.

Koniec części drugiej.

Pisząc artykuł korzystałem z biografii Gennaro Gattuso „Kto urodził się kwadratowy, nie umrze okrągły”, niezliczonych wywiadów we włoskich mediach, porozmawiałem również z wieloletnim przyjacielem Rino, Piero Baffą. 

Mateusz Święcicki
(komentator Eleven Sports)