Carragher kontra idiokracja, czyli dlaczego od legendy Liverpoolu trzeba wymagać więcej

13.03.2018

Oplucie kibica Manchesteru United i jego 14- letniej córki przez Jamie’go Carraghera jest dla mnie przykładem skrajnego chamstwa, które musi być potępione. Vinnie Jones ma rację. Od człowieka występującego w telewizji i legendy Liverpoolu trzeba wymagać więcej. Na litość boską!

Kilka lat temu spojrzałbym na ten skandaliczny incydent z innej perspektywy. Dlaczego ofiarę napastliwego idioty, którego zachowaniem zażenowana była nawet jego córka, należy w pierwszej linii piętnować za prostactwo? Dlaczego nie zajmiemy się sprawcą? Dorosłym człowiekiem o mentalności trolla, któremu do pełni szczęścia nie wystarcza zwycięstwo swojej drużyny. Przecież jego intencje były jasne. Sprowokować Carraghera do chamskiej reakcji, nagrać filmik, opublikować w internecie, założyć szaty ofiary. Trochę empatii do legendy Liverpoolu. Zachował się skandalicznie, ale jest tylko człowiekiem. Komu nie zdarzyło się utracić kontroli nad sobą, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Kibic United jest ugotowany podwójnie. Część opinii publicznej uznała go za kretyna, który czerpie szczeniacką satysfakcję z zaczepiania znanych ludzi. Podejrzewam, że stracił też resztki autorytetu w oczach swojej córki. Nie jestem ojcem, ale czy może być coś gorszego niż świadomość, że twoje dorastające dziecko wstydzi się za ciebie? Że jest zażenowane twoim zachowaniem? Że dochodzi do przewartościowania wszystkich wartości? Starszy jest głupszy od młodszego.

Ostatnio dużo czytałem na temat umiejętności radzenia sobie z prowokacjami na boisku i poza nim. Chciałem nawet napisać dłuższy tekst, przejrzałem sporo publikacji na ten temat i filmików, które rozpętały burzę. Na jednym z nich Sulley Muntari (wtedy gracz Milanu) wychodzi do matki, która przyprowadziła swoje dziecko do centrum treningowego Milanello i kazała na jego oczach wypierdalać piłkarzowi do Afryki. Jego zachowanie było zaskakujące. Zatrzymał auto i zaczął pytać, dlaczego tak ordynarnie się wyraża?

Włochy są krajem skrajnych emocji. Bezpośredniość kibiców bywa przytłaczająca, ich temperament ociera się o szaleństwo. Przekonał się o tym Walter Sabatini, były dyrektor Romy, którego horda wściekłych fanów otoczyła podczas wyjazdu z siedziby klubu. Rozpętała się tak burzliwa dyskusja, że podziwiam Sabatiniego za trzymanie nerwów na wodzy i zachowanie w ramach przyzwoitości. Błogosławieni cierpliwi.

Wybrałem dwa najprostsze przykłady, ze środowiska targanego nieustannymi emocjami i jedynego w swoim rodzaju. Kevin-Prince Boateng, który ma mnóstwo doświadczeń, bo grał w Premier League, Serie A, Bundeslidze, czy Primera Division, mówił, że nigdzie nie doświadczył tak ekstremalnych skrajności jak we Włoszech. Jednego dnia ojcowie oferowali mu swoje córki, chcieli, by zaprosił je na randki, bądź tylko się z nimi przespał, a drugiego grozili śmiercią, bo Milan przegrał mecz. Uważam, że poradzenie sobie z atakami nienawiści swoich kibiców jest trudniejsze niż odpieranie słownej przemocy ze strony wrogów. Jako zawodowy gracz jesteś do tego przyzwyczajony od początku. Wiesz, że nie możesz oczekiwać na ich dobre słowo. Wiesz, że zawsze będą przeciwko tobie. Dlatego nie umiem zrozumieć zachowania Carraghera, który podczas swojej kariery tysiące razy był prowokowany brutalniej.

Opluć trolla, który wyciąga w twoim kierunku broń w postaci smartfona i krzyczy, że United pokonało Liverpool? Naprawdę? To jest reakcja adekwatna do przewinienia?

Piłkarze są coraz bardziej wyedukowani. W wielkich klubach przechodzą szkolenia, zdobywają wiedzę na temat radzenia sobie z prowokacjami, korzystając z pomocy psychologów. Ale są tylko ludźmi i mają limity. Patrice Evra niedawno podpisał na siebie wyrok w Olympqiue Marsylia. Znokautował idiotę, który mu ubliżał, a klub rozwiązał z nim kontrakt. Kiedy zobaczyłem te szokujące sceny, nie mogłem uwierzyć. Jak to? Człowiek kochający poniedziałki? Jeden z najbardziej wesołych i wyluzowanych piłkarzy na świecie? Andre Pierre Gignac, który w Marsylii był pierwszą ofiarą hejterów powiedział, że gdyby za każdym razem musiał walczyć z kibicami obrażającymi jego matkę, to pobiłby kilkanaście tysięcy ludzi. – Profesjonalni piłkarze muszą nauczyć się z tym żyć, to jest ciemna strona tego zawodu. Nie możemy ulegać prowokacjom. Nie możemy zniżać się do poziomu imbecyli.

Viv Anderson, pierwszy czarnoskóry reprezentant Anglii padał ofiarą obrzydliwych aktów rasistowskich i nie umiał sobie z tym poradzić. W rozmowie z „The Times” opowiedział znakomitą anegdotę. – Miałem 17 lat, graliśmy jakiś mało ważny mecz, a Brian Clough w 60 minucie kazał mi się rozgrzewać. Wróciłem po chwili i usiadłem na ławce rezerwowych. Powiedziałem, że nie wrócę tam, bo kibice przeciwników rzucają we mnie bananami i jabłkami. – Zasuwaj tam jeszcze raz i przynieś mi dwie gruszki i banana – odpowiedział Clough.

Po meczu legendarny trener wytłumaczył Andersonowi, że nie może okazywać słabości wobec idiotów. Musi im pokazywać, że jest ponad to. Jeśli wejdzie z nimi w dyskusję, przegra. Świat jest pełen kretynów, a rasizm można wyeliminować tylko działaniami systemowymi.

Ostatnio czytałem fascynującą biografię Gennaro Gattuso, który potępił Zinedine’a Zidane’a. Rino nie rozumiał, jak kapitan reprezentacji Francji mógł osłabić swój zespół w decydującym momencie i przegrać wojnę psychologiczną z Marco Materazzim. – Sam nie byłem świętoszkiem, ale mimo wielu prowokacji Niemców podczas półfinału mundialu w 2006 roku, nie zobaczyłem żółtej kartki. Musiałem uważać, bo w przeciwnym razie nie zagrałabym z Francją w Berlinie. Do dziennikarzy żartowałem przed meczem, że zjem tę cholerną kartkę i sędzia nie będzie mógł jej wyciągnąć. Na boisku zachowywałem się dojrzale, wiedziałem, że nie mogę osłabić drużyny przed finałem. Mówiłem sobie: Rino, uspokój się, zespół jest ważniejszy od twoich rachunków do wyrównania.

Gattuso twierdził, że w Kalabrii dorastał w „kulturze” prowokacji i wzajemnego obrażania się na boisku. Później, podczas zawodowej kariery łatwiej znosił obelgi, ale nie oznaczało to, że zawsze trzymał nerwy na wodzy. Wiedział jednak, kiedy warto rozpętać piekło, a kiedy trzeba siedzieć cicho i cierpieć.

Jeden z najbardziej inteligentnych piłkarzy na świecie, Lillian Thuram, też negatywnie oceniał Ziozu. Twierdził, że zdradził drużynę. Powiedział nawet, że jest zszokowany, kiedy jeździ po francuskich szkołach, a dzieciaki mówią, że Zidane dobrze zrobił, bo znokautował Materazziego. – Nie macie racji, postąpił źle. Bardzo źle. Zszedł do poziomu rynsztoka, utonął w nim. I przegrał.

Jednym z najjaskrawszych przykładów oddzielenia wydarzeń na murawie od reszty świata jest walka pomiędzy Pepe a Diego Costą podczas derbów Madrytu. Obaj byli wobec siebie skrajnie brutalni, nawet chamscy, używali najgorszych słów, ale po meczu podali sobie ręce i powiedzieli: Spoko, to jest futbol.

Co dzieje się w Las Vegas, zostaje w Las Vegas.

Jamie Carragher przeprosił i powiedział, że spotka się z rodziną, którą opluł. Nie wiem na ile to jego suwerenna decyzja, a na ile naciski telewizji Sky, która bardzo szybko uruchomiła działania antykryzysowe. Ich ekspert zarabia 1 mln funtów rocznie, jest twarzą potężnego medium, nie może pozwolić sobie na tak chamskie, prymitywne wręcz zachowanie. Musi reprezentować klasę, stanowić przykład dla innych.

Są ludzie, od których wymaga się więcej i Jamie Carragher należy do nich bez wątpienia.

Mam nadzieję, że Sky zarejestruje spotkanie legendy Liverpoolu z fanem United. To idealny temat do pouczającego materiału o charakterze społecznym. I lekcja dla każdego kibica. Czy zwycięstwo twojej drużyny nie wystarcza ci już do pełni szczęścia i musisz przy okazji prowokować przegranych?

Mateusz Święcicki
komentator Eleven Sports